Pamiętam czasy, kiedy jeszcze do Płocka można było się wybrać z Warszawy statkiem :) Dokładnie szczegółów takiego rejsu nie pamiętam, ale opowiadała mi o nim Mama :)
wsiadało się wieczorem za 6zł na statek i o szóstej rano było się w Warszawie. Po drodze bywały przygody: statek wpływał na mieliznę, albo były góralskie tańce, bo na statku był bufet obficie zaopatrzony. Wysiadało się z głową jak kubeł od hałasu i niewyspania bo nawet kajutach wszystko było słychać. Ale urok to miało.